18 sierpnia 2011

{Living space}

Blogger powitał mnie problemami z pisaniem notki. Pole do pisania wciąż się ładuje, więc skorzystałam z porad na forum Pomocy i zmieniłam edytor na starszy. Niby pisać się da, ale wciąż mam wrażenie, że nie wszystko jest w porządku. Zobaczymy.

Obiecałam wam zdjęcia mojego mieszkania jak wyjdzie słońce. Pokazało się na dłużej, więc skorzystałam i dziś pokażę wam kilka fotek naszego salonu. Tytuł notki jest nieprzypadkowy, bo nasz salon to taki "living space" będący sercem domu, który jest miejscem mojej pracy, jadalnią, miejscem przyjmowania gości i również miejscem relaksu. Na szczęście moja "pracownia", w której jest zawsze masa tkanin i nici znajduje się w innym miejscu, bo to byłaby już przesada ;)

Doszłam dziś do wniosku, że nie lubię nazywać naszych czterech kątów mieszkaniem. Bo to jest nasz dom. Miejsce, gdzie czuję się bezpiecznie, gdzie lubimy przebywać, w które dekorując wkładam serce i kawałek duszy, więc mimo, że metrażem odbiega od rozmiaru domu jako takiego, ja domem nazywać je będę. O! :)

Mieszkamy tu już trzeci rok jednak jako, że jak to mówi babcia jesteśmy na "dorobku", sporo nam jeszcze brakuje, żeby powiedzieć, że mamy wszystko :) Brakuje wymarzonej kuchni, dużej szafy na przedpokoju i kilku mniejszych, ale równie potrzebnych sprzętów. Telewizor marzy się głównie mężowi, a póki co mamy naszego fajnego starocia :) I choć budżet jest mały, a wręcz mikroskopijny ;), to staram się zrobić co w mojej mocy, żeby przyjemnie nam się mieszkało.

Uwielbiam biel i wierzę w kolorowe dodatki. Dlatego obecnie w salonie rządzi niebieski i turkus, ale też gdzieniegdzie widać zieleń. To co, nie przedłużam i pokazuję :)

Na górze po lewej tildowe morskie stworzenia i mój obraz.

Ikeowski Billy wypełniony głównie książkami. Trochę wkurza mnie nadmiar kolorów, ale póki co udaję, że go nie widzę. Do czasu, aż coś wymyślę :D

Stół i rodzinna galeryjka. Planuję uszyć poduszki na krzesła i podkładki pod talerze.

Widok na stanowisko blogowe ;) Ach, te kable.

No i jest, nasz staruszek telewizor :) A na ścianie moja morska akwarela.

Jeszcze zbliżenie na poduszki, które uszyła nam mama na rocznicę ślubu (która jest w piątek). Do kompletu był też bieżnik, który leży na stoliku. Śliczności :)

5 komentarzy:

  1. Przytulne mieszkanko, pełne światła...:D

    OdpowiedzUsuń
  2. Śliczne miejsce. Te rzekome mankamenty, o których piszesz, dla mnie nie istnieją. Jest jasne i optymistyczne! Bardzo mi się podoba, że masz na ścianach własne obrazy. Może jakieś zbliżenie?!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Śliczne,jasne miejsce ,mnie się podoba bardzo :)
    Wszystkiego najlepszego z okazji rocznicy ,dużo szczęścia i miłości :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Przepiękny domek (nie mieszkanko:) ), a jak czysto i jaśniutko!!!!:):):):) U mnie w domu jest od jakiegoś czasu bałagan artystyczny a to za sprawą mnie samej:P Podoba mi się kącik z komputerem...Raz jeszcze - domek fantastyczny, czekam na kolejne zdjęcia ze zbliżeniami Twoich obrazów:)
    Buziolki:*

    OdpowiedzUsuń
  5. Ach jakze u Was milo!!! I czysto, u nas to non-stop artystyczny nielad :)

    OdpowiedzUsuń