Pani Ania poprosiła mnie o szaraczka w nietypowym rozmiarze oraz o klona Ernesta, którego już pokazywałam na blogu. Powstały więc dwa szaraki, największy to Nina (od imienia córeczki pani Ani), mierząca ok. 100cm! Jak do tej pory, to moje największe dzieło. Jej sukienka to było dla mnie wyzwanie, bo w sumie to ciuszek w rozmiarze jak dla dziecka, a ja nigdy z tych ubranioszyjących nie byłam :) Na dodatek sukienka miała się zdejmować i tak też się dzieje. Brawa dla mnie :D ;)
No i czas fotki Niny:
Tu na zdjęciu z Ernestem, dla porównania rozmiaru:
A to już króliczek na zamówienie uszyty przez mamę:
Pozdrawiam urlopowo, szantowo-żeglarsko, co nie znaczy, że się lenię - szycie w toku :)