W weekend odwiedziłam mamę, dziadków i resztę rodzinki. Zazwyczaj jak jadę do mamy, to z materiałami, bo zazwyczaj coś tam chcę poszyć, pokombinować. Ostatnio jednak byłam tak wciągnięta w szycie, że postanowiłam przez te kilka dni odpocząć, bo w końcu za dużo nigdy na zdrowie nie wychodzi...
Ta... ehe... :)) Nie potrwało to długo, bo nagle w środku dnia nabrałam ochoty na szybkie szycie. Padło na... gruszki. Chciałam uszyć jedną dla siebie i jedną dla mamy. Z dwóch zrobiło się siedem :D Przyjemnie, siedząc na ławeczce, upychałam wypełnienie, upychała mama, kuzynka Kasia, a nawet próbowała babcia :)) I tak z leniuchowania mam dekoracje. Poniżej wynik tego "odpoczynku" :)
Niebiesko-beżowe, to oczywiście moje :)
A poniżej, mamine gruszki, pozujące do zdjęć na zielonej trawce.
P.S. Zobaczcie jakie piękne zdjęcia z moim ślimaczkiem dostałam od pani Kasi! Przepiękna sesja!!! :)
Pozdrawiam wszystkich!