Długo nic nie pisałam, bo byłam kompletnie "zaszyta". Niestety nie tylko tworzenie zajmuje nas ostatnimi czasy. Mama miała ostatnio bliskie spotkanie z pechem, potknęła się i upadła na podłogę w pracy tak niefortunnie, że nieźle poobijała kolano. Myślała, że to po prostu stłuczenie, jednak okazało się, że to pęknięta łękotka i jeszcze szereg innych połączonych urazów. Później były trzy dni w szpitalu, zabieg, a teraz leży bidulka w domu i dopiero zaczyna jako tako poruszać się po mieszkaniu, oczywiście o kulach. Będzie tak pewnie jeszcze przez kilka miesięcy. Teraz trzymamy kciuki, żeby na kontroli wszystko wyszło dobrze. No i cieszy chociaż to, że odrobinę mniej boli. O szyciu na razie nie ma nawet mowy. Mamuś może co najwyżej planować co uszyje, gdy jej się poprawi :) Trzymajcie kciuki!
A ja pokazuję wynik, nie powiem, długich godzin szycia. Najwięcej zawsze mozolnej "roboty ręcznej" jest z literkami. Muszę jednak koniecznie wspomnieć, że ostatnio w szyciu wspiera mnie mój mąż! :) Ależ dumna jestem. Po malutku go zarażam, choć przed wypychaniem broni się ciągle jak może ;))
Powstało pięć słodkich imion, każde inne. Mogłam sama wybrać kolorystykę i tkaninki. Oto one:
Które imię wyszło najlepiej? Pozdrawiam wszystkich!