Pięknie jest za oknem, aż miło popatrzeć jak słońce zagląda do domu. Nareszcie! Aż chce się zmian, nowości, pomysłów, energii. Tylko czas pędzi i nie daje odetchnąć. Nie wiem na przykład, gdzie zniknęły mi ostatnie dwa miesiące. Najpewniej szukać by ich trzeba pod górą pracy i obowiązków, przeplatanych nitkami, szpilkami i tkaninami. Tak myślę ;) Plus jest taki, że powstało sporo rzeczy. Na przykład pokaźna ilość Janinek. Pokażę je Wam, bo w sumie o to tutaj przecież chodzi :)
Wyzwaniem było dla mnie zamówienie pani Kseni. Miałam uszyć cztery aniołki, które na dodatek miały być w strojach gimnastycznych (getry i body). Włosy aniołków miały odpowiadać włosom osób ze zdjęcia, czyli pań nauczycielek i córeczki pani Kseni. Trudnością było zrobienie czegoś cieszącego oko z dość skąpej garderoby :)
Kolejne dwie Janinki pojechały do Francji. Musiały być takie same, żeby siostry nie miały się o co kłócić :))
Uszyłam też Janinkę miętowo-różową:
I Janinkę z romantyczną kokardką z koronki :) Ta jest jeszcze dostępna w sklepiku.
Mama też nie leniuchowała ;) Uszyła na przykład króliczka w mięcie i różu, z torebką z szydełkowym serduszkiem:
Pozdrawiam Was serdecznie i zmykam :)